poniedziałek, 7 lipca 2014

Stanęło ością w gardle

foto: Karpeek

A zatem niebawem omawiamy Ości. Czytacie już? Jakie macie pierwsze spostrzeżenia? 

Napiszcie proszę w komentarzach chociaż jedną pozytywną uwagę na temat tej powieści, to może jeszcze zrewiduję swoje stanowisko na jej temat :-)


czwartek, 26 czerwca 2014

Powieściowa tapeta

foto: Karpeek

Serwis Booklips.pl opublikował interesujący artykuł na temat fototapety, którą zdobią grzbiety książek ze specjalnymi kodami. Książki można sobie wybrać, tapeta się drukuje, przyklejamy i voila! Możemy czytać swoje sfotografowane powieści na urządzeniach mobilnych. Propozycja pochodzi z Rumunii i zrobiła na mnie duże wrażenie. Ciekawe, na ile pomysł się przyjmie i czy podchwyci go reszta świata. Przy rosnącym czytelnictwie e-książek nie jest to wykluczone.

Cały artykuł znajduje się tutaj.

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Achilles. W pułapce przeznaczenia

Kasia pytała w długi deszczowy weekend o nasze lektury, ale ja nawet nie zajrzałam do internetu:(

W tym czasie dokończyłam "Papuszę" i z pewna podejrzliwością sięgnęłam po powieść o Achillesie.

Miałam obawy, bo amerykańscy pisarze potrafią masakrować mity wszelkich kultur. Zaryzykowałam, ponieważ autorka, Madeline Miller, jest filologiem klasycznym, uczy łaciny i greki, więc liczyłam na jej sympatię do mitologii.

Rzeczywiście Miller trzyma się faktów, korzysta z wersji Homera, ale wypełnia wszystkie puste miejsca, Opisuje przeżycia ludzi i wydarzenia pomiędzy punktami kulminacyjnymi mitycznej historii.

Chociaż w tytule mamy imię bohatera spod Troi, to nie jest on jedynym głównym bohaterem. Całą historię poznajemy z relacji Patroklosa, towarzysza i przyjaciela herosa. W "Iliadzie" jest postacią drugorzędną, a tutaj katalizatorem ważnych wyborów Achillesa. Patroklos jest narratorem, wszystko widzimy jego oczami od urodzenia aż do śmierci. Właściwie obserwujemy głównie rozwój relacji emocjonalnej dwóch chłopców, potem mężczyzn. Przeżycia są tu najważniejsze, uczucia wpływają na wybory. Znaczącą rolę odgrywa przeznaczenie, a dokładniej wyobrażenia o nim.

Powieść jest sprawnie napisane, akcja toczy się wartko, chociaż w znacznym stopniu rozwija się we wnętrzu narratora-bohatera, a raczej zostaje przefiltrowana przez jego uczucia, obawy, wiedzę o świecie. Ponieważ życie wewnętrzne mało się zmienia przez wieki, trochę mi zabrakło jakiegoś starożytnego klimatu. Są tu bogowie, antyczne obyczaje, ale dystans w czasie wydaje się minimalny.

Jeżeli ktoś ma słabość do mitów, lubi poznawać pominięte fragmenty znanych historii, zapewne nie będzie zawiedziony, choć możliwe, że zupełnie inaczej wyobrażał sobie niektóre historie.


"Tatiana i Aleksander"

Drugi tom losów bohaterów Jeźdźca miedzianego Paulliny Simons za mną. Zachwytu nie będzie.

Narracja Tatiany i Aleksandra odbywa się na kilku płaszczyznach. W pewnym sensie jest uzupełnieniem pierwszej części cyklu. 

Z jednej strony dowiadujemy się, "co było potem", czyli poznajemy losy Tatiany na wyspie Ellis, na którą trafiła po ucieczce z Rosji Radzieckiej, a potem w Nowym Jorku. Poznajemy jej nowych przyjaciół. Doktora Edwarda, który skrycie się w niej kocha, typową "amerykańską" przyjaciółkę Vikki, której mama robi na obiad wyłącznie lasagne, oraz pracownika Wydziału Imigracyjnego, który, jak wiele osób stających na drodze bohaterki, jest gotów zrobić dla niej wszystko. 

Przede wszystkim, pod groźbą skandalu dyplomatycznego, zdobywa dla niej informacje na temat rodziny męża, a także dowiaduje się, że Aleksander jest przetrzymywany gdzieś w Europie. Tatiana oczywiście bez męża żyć nie może i co i rusz podejmuje decyzje o tym, by opuścić wolną Amerykę i udać się na poszukiwania, mimo że dostała oficjalny akt zgonu Aleksandra, lecz oczywiście nie daje mu wiary. Jak się okazuje - słusznie. W międzyczasie wychowuje synka - Anthony'ego, nazwanego tak na cześć zaginionego ojca (pierwsze imię Aleksandra to Anthony). 


sobota, 21 czerwca 2014

Pięćdziesiąt twarzy

foto: Karpeek

Nie, nie Greya :-)
Pięćdziesiąt twarzy w zwykłych obiektach.
Wiem, że to nie ma nic wspólnego z klubem, ani nawet z czytaniem, ale jest tak śmieszne, że postanowiłam się z Wami podzielić. 
Poniżej wstawiam link do zdjęć pięćdziesięciu obiektów, które wydają się na nas patrzeć. Jeśli ciekawi Was kurczakowy kościół, podejrzliwy dom, maniakalny mokasyn czy przerażona papryka, zapraszam do oglądania. 
Uwaga: mogą się przydać chusteczki do ocierania łez ze śmiechu.


Ps. A zdjęcie zrobiłam nad Zalewem Zegrzyńskim. Nie trzeba zbytnio wysilać wyobraźni, żeby ujrzeć twarze, ale na pewno temu, kto je namalował wyobraźni nie brakowało :-)

Na pochmurne dni

foto: Karpeek

Pogoda nie rozpieszcza, trzeba czytać!
Jakie kartki właśnie przerzucacie?
Ja czytam "Tatianę i Aleksandra" Paulliny Simons i obawiam się, że po skończeniu lektury nie będę miała dobrych wieści. Czekam końca. Może zdarzy się jeszcze coś, co mnie zachwyci. A może jutro będzie słoneczniej i książka przestanie mieć pierwszorzędne znaczenie.

środa, 18 czerwca 2014

"Moja walka"



Na spotkaniu zorganizowanym w ramach Big Book Festival, autor książki Moja walka, Karl Ove Knausgard powiedział, że nie chciał w książce myśleć, chciał pisać o uczuciach. Po lekturze pierwszego z sześciu tomów autobiografii można stwierdzić, że mu się to udało.

Karl Ove Knausgard to czterdziestosześcioletni pisarz z Norwegii, syn nauczyciela i pielęgniarki. Studiował historię sztuki i literaturoznawstwo. Obecnie mieszka w Szwecji z żoną i trójką dzieci. Jego autobiografia Moja walka (Min kamp) szybko stała się bestsellerem w całej Skandynawii. Książka jest laureatem nagrody Brageprisen – norweskiego odpowiednika Nike, została przetłumaczona na wiele języków (Pierwszy tom możemy już czytać po polsku. Drugi ma się ukazać niebawem.), przyniosła autorowi rozgłos, ale i niewygodny szum związany z faktami, które opisał, a zwłaszcza dotyczącymi jego relacji z ojcem. Bo z kim Karl Ove prowadzi tytułową walkę, jeśli nie z nim?

Moja walka (a konkretnie jej pierwszy wydany po polsku tom) to autobiografia bolesna, niewygodna, to dzieło monumentalne, bo na 6 tomów składa się aż 3500 stron. To opowieść o zwykłym człowieku spisana przez niego samego. Zero ghost-writera, absolutna autentyczność i szczerość. To strumień świadomości, zaskakujący poziomem detalu. Kto z nas pamięta tak szczegółowo np. jedno ze spotkań z dziadkami, żeby napisać:
         Babcia miała okrągłą, ciemną futrzaną czapkę, którą zdjęła i kilka razy uderzyła nią o rękę.
To oczywiste, że Moja walka nie jest zwyczajnym zapisem historii, a klasyczną (o)powieścią. Gdybyśmy pozmieniali imiona, głównym bohaterem uczynili dowolnego człowieka, mielibyśmy do czynienia z trzymającą w napięciu historią o samotniku, który chce zwrócić na siebie uwagę apodyktycznego ojca. Pisząc o książce, autor stwierdził:

Chciałem też pokazać, że jestem od niego lepszy. Większy. A może po prostu chciałem, żeby był ze mnie dumny? Żeby traktował mnie z szacunkiem?